Spis treści
Personel SOR-u wciąż dochodzi do siebie
– Mentalnie dochodzimy do siebie, natomiast SOR funkcjonuje normalnie – podkreślił dr n. med. Grzegorz Czajkowski, zastępca lekarza kierującego oddziałem. Jak dodał, pracownicy potrzebują wsparcia po dramatycznych wydarzeniach, które rozegrały się w piątek, 12 czerwca, po godz. 21:00.
To właśnie wtedy 75‑letni pacjent, który trafił na salę intensywnego nadzoru, nagle wpadł w szał. Bez ostrzeżenia zaatakował ratownika medycznego i zaczął demolować sprzęt. Medycy musieli ratować nie tylko siebie, ale przede wszystkim innych pacjentów.
– Nic nie wskazywało na to, że dojdzie do pobudzenia. To stało się nagle – relacjonował dr Czajkowski. – Pierwsze, co musieliśmy robić, to ratować innych pacjentów przed agresją.
Ewakuacja 40 osób i ogromne straty
Sytuacja była tak niebezpieczna, że konieczna okazała się natychmiastowa ewakuacja blisko 40 pacjentów. Na miejsce wezwano policję i ochronę. Dopiero wtedy udało się opanować agresywnego 75‑latka.
Skala zniszczeń jest ogromna. Pacjent zdemolował m.in.:
- analizator parametrów krytycznych,
- pięć pomp infuzyjnych ze stacją ładującą,
- cztery stanowiska komputerowe,
- wózek reanimacyjny,
- liczne elementy drobnego sprzętu medycznego.
Straty są wciąż szacowane, ale już wiadomo, że idą w dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy złotych.
Polecany artykuł:
Hejt w sieci dobija medyków. Dyrektor: „To krzywdzące i nieprawdziwe”
Jakby dramatu było mało, w internecie pojawiła się fala komentarzy sugerujących, że pacjent miał długo czekać na pomoc. Władze szpitala stanowczo temu zaprzeczają.
– Komentarze są bardzo krzywdzące. Ten pacjent nie czekał w kolejce. Od razu trafił na salę wstępnej obserwacji – podkreślił dyrektor szpitala dr hab. Konrad Jarosz.
Dyrektor zaapelował o powstrzymanie się od hejtu i przypomniał, że personel SOR-u codziennie pracuje pod ogromną presją, obsługując największą liczbę pacjentów w Polsce – ponad 100 tysięcy rocznie.
SOR działa dalej, ale potrzebuje wsparcia
Uniwersytecki Szpital Kliniczny nr 1 PUM pełni funkcję jedynego centrum urazowego dla dzieci i dorosłych w województwie. To tu trafiają najcięższe przypadki z całego regionu.
Po piątkowym ataku praca została przywrócona, ale atmosfera jest daleka od normalności. Medycy mówią o narastającym zmęczeniu i coraz częstszych aktach agresji ze strony pacjentów.
– Duży ładunek emocjonalny tylko narasta. To trzeba deeskalować – podkreśla dyrektor Jarosz.
Co dalej?
Śledczy zabezpieczyli materiał dowodowy i prowadzą postępowanie wyjaśniające. Na razie nie wiadomo, co spowodowało nagły atak 75‑latka.