Spis treści
Rodzina Grünebergów: Potęga organmistrzowska w Szczecinie
Zanim historyczny budynek w Szczecinie-Zdrojach wplątał się w polityczne i prawne batalie, pełnił rolę budynku mieszkalnego, a przed II wojną światową -rodowej siedziby niezwykle zasłużonej dla lokalnej kultury rodziny. Grünebergowie przez dekady zajmowali się konstruowaniem organów, a ich dzieła trafiały do kościołów na całym Pomorzu, a także w Brandenburgii i Meklemburgii. Tradycja tego warsztatu sięga XVIII stulecia, a przedsiębiorstwo "Barnim Grüneberg" urosło do rangi jednej z najważniejszych fabryk w tej branży na mapie Europy.
Sama nieruchomość powstała na styku XIX i XX wieku i służyła za miejsce zamieszkania m.in. Barnimowi Grünebergowi. Słynny rzemieślnik był autorem przeszło 180 potężnych instrumentów. Jego dzieła do dziś można podziwiać choćby w szczecińskich świątyniach św. Jakuba i św. Jana. W oczach wielu badaczy przeszłości budynek ten to istny pomnik dawnego dziedzictwa muzycznego miasta.
Przesunięcie willi: Inwestycja budząca kontrowersje
Głośno o zabytkowym obiekcie zrobiło się w 2014 roku podczas realizacji projektu Szczecińskiego Szybkiego Tramwaju. Wtedy to zapadła decyzja o przemieszczeniu budynku o kilkadziesiąt metrów. I choć inżynieryjnie był to pokaz nie lada umiejętności, skutki społeczne okazały się fatalne. Ówcześni lokatorzy musieli opuścić swoje mieszkania, a niektórzy z nich do dziś walczą w sądach o rekompensaty finansowe.
Teraz sprawę przypomina radny Marcin Pawlicki. W swojej interpelacji wskazuje on wprost na postępujący proces niszczenia historycznej budowli:
„Od dłuższego czasu pojawiają się sygnały od mieszkańców oraz doniesienia medialne wskazujące na postępującą degradację obiektu, brak odpowiedniego zabezpieczenia oraz ryzyko dalszego niszczenia tej zabytkowej nieruchomości”.
Niepewna przyszłość i niszczejący zabytek
Pawlicki w dokumencie skierowanym do władz miasta docieka, jak faktycznie wygląda kondycja techniczna nieruchomości, czy istnieją realne plany na jej wykorzystanie, oraz jak wyglądają kwestie ewentualnego przejęcia lub finansowania remontu.
Jak zaznacza miejski radny, sami szczecinianie nie kryją oburzenia sytuacją. Zwracają uwagę na widoczne niszczenie murów, brak jakichkolwiek widocznych działań ratunkowych oraz całkowity brak transparentności ze strony magistratu w temacie dalszych losów tego miejsca.
Odpowiedź miasta: Ochrona konserwatorska i brak konkretów
Na zapytania radnego odpowiedział Łukasz Kadłubowski. Wiceprezydent miasta zaznacza, że obiekt widnieje w rejestrze zabytków (pod numerem A‑762) i z tego tytułu jest objęty nadzorem konserwatorskim.
„Budynek wpisany jest do rejestru zabytków (…) a tym samym podlega ochronie konserwatorskiej na mocy ustawy o ochronie zabytków”.
Warto jednak podkreślić, że kontrolę nad stanem nieruchomości sprawuje w tym przypadku Wojewódzki Konserwator Zabytków, a nie szczeciński urząd miejski.
Wiceprezydent Kadłubowski stawia sprawę jasno – jakiekolwiek decyzje o losach budynku zostaną podjęte dopiero w momencie, gdy uda się rozwikłać wszelkie zawiłości prawno-formalne, a także ustalić zaplecze techniczne i możliwości budżetowe miasta.
Batalia sądowa o wielkie pieniądze
Przedstawiciel magistratu poruszył również kwestię toczących się postępowań z udziałem wysiedlonych rodzin. Z informacji przedstawionych przez wiceprezydenta wynika następujący obraz:
„W postępowaniu sądowym (…) swoich roszczeń dochodziło 8 osób”.
Łączna kwota roszczeń opiewała na sumę przekraczającą 5,1 mln złotych. Ostatecznie, zgodnie z wyrokiem Sądu Apelacyjnego, z kasy miasta wypłacono niecałe 81 tysięcy złotych.
Jak dodaje urzędnik:
„Gmina nie przewiduje na dzień dzisiejszy podjęcia działań ugodowych wobec powodów, albowiem sprawa została prawomocnie zakończona”.
Byli lokatorzy nie dają jednak za wygraną i złożyli skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, choć nie jest pewne, czy w ogóle zostanie ona rozpatrzona.
Jakie będą dalsze losy opuszczonej willi?
W obecnym kształcie willa straszy w pobliżu trasy Szybkiego Tramwaju. Zamurowane otwory okienne i niszczejąca elewacja wywołują wśród mieszkańców gorzkie refleksje, że szczeciński magistrat po prostu spisał ten budynek na straty.
Mimo zapewnień miejskich urzędników o świadomości jej historycznego znaczenia, brakuje jasnego pomysłu na rewitalizację. Wiele wskazuje na to, że jedna z perełek Prawobrzeża jeszcze długo poczeka na ratunek.
Stanowisko ratusza pozostaje wyjątkowo ostrożne, co nie wróży szybkiego rozwiązania problemu. Pustostan to jednak na tyle rozpoznawalny punkt na mapie miasta i żywy dowód na kontrowersyjne działania inwestycyjne, że temat z pewnością jeszcze powróci do publicznej debaty.
