Spis treści
- Pasewalk to częsty cel Polaków. Niemieckie miasto szokuje stanem stacji
- Kluczowy węzeł kolejowy w Niemczech. Dworzec przypomina scenografię horroru
- Dworzec bez gospodarza. Deutsche Bahn umywa ręce
- Brak toalet w Pasewalku. Najbliższe znajdują się... w Szczecinie?
- Rozpadająca się stacja i reklama cyfrowej przyszłości. Absurd na peronach
- Niemiecka infrastruktura w opłakanym stanie. Polacy mogą być dumni
Pasewalk to częsty cel Polaków. Niemieckie miasto szokuje stanem stacji
Położony zaledwie 50 kilometrów od Szczecina Pasewalk zamieszkuje niespełna 17 tysięcy osób. Polacy odwiedzają to miasto niemal każdego dnia, traktując go jako przystanek na trasie. Wielu naszych rodaków pracuje tam na co dzień, a inni wpadają wyłącznie na szybkie zakupy do niemieckich supermarketów.
Miejscowość wyróżnia się przemysłowym charakterem, a w lokalnej strefie ekonomicznej prężnie funkcjonują zakłady produkcyjne i potężne centra logistyczne. Najwięcej osób zatrudnia wielka fabryka obuwia Birkenstock, gdzie stabilne posady znalazło mnóstwo mieszkańców Pomorza Zachodniego. Ze względu na bliskość autostrady A20 i skrzyżowanie kilku linii kolejowych Pasewalk stanowi popularny węzeł komunikacyjny.
Właśnie z tego powodu opłakany stan tamtejszej stacji kolejowej budzi tak ogromne zdumienie. Obiekt odwiedzany niezwykle regularnie przez niemieckich pasażerów i przybyszów z Polski powinien teoretycznie pełnić funkcję dumnie prezentującej się wizytówki całego tego przygranicznego regionu.
Kluczowy węzeł kolejowy w Niemczech. Dworzec przypomina scenografię horroru
Patrząc na dworcowy budynek ciężko uświadomić sobie jego ogromne znaczenie dla funkcjonowania całej sieci kolejowej w północno-wschodnich Niemczech. To właśnie tutaj przecinają się ważne szlaki z Angermünde do Stralsundu oraz z Bützow do Szczecina, które rozkładem przypominają główne arterie potężnej metropolii. Codziennie zatrzymują się tu składy zmierzające bezpośrednio w kierunku Berlina, Lubeki, Schwedt, Prenzlau czy nadmorskiego Ueckermünde.
Z założenia to doskonały punkt przesiadkowy, mający bez wątpienia strategiczne znaczenie dla podróżujących ze Szczecina oraz całego Pomorza Przedniego. Rzeczywistość brutalnie weryfikuje jednak te ambitne założenia, ponieważ infrastruktura mająca świadczyć o potędze niemieckiej kolei przypomina dziś zapuszczoną scenografię do ponurego filmu postapokaliptycznego.
Historię stacji zapoczątkowano w 1863 roku wraz z hucznym otwarciem trasy do Stralsundu i wytyczeniem osobnego odgałęzienia w stronę Szczecina. Przez wiele minionych dekad budynek stanowił ogromny powód do dumy dla lokalnej społeczności, oferując całodobową restaurację, niezwykle zadbane wnętrza oraz wręcz doskonały przykład bardzo solidnej pruskiej myśli architektonicznej.
Obecnie okoliczni mieszkańcy wypowiadają się o tym miejscu w zupełnie innym, niezwykle pesymistycznym tonie. Na łamach regionalnego dziennika "Nordkurier" padają mocne słowa o totalnej katastrofie oraz opłakanym stanie, a przesyłane do redakcji listy przepełnia szczery żal za utraconym dziedzictwem. Zmianę nastrojów doskonale obrazuje wypowiedź mieszkańca, który wciąż doskonale pamięta czasy wielkiej świetności pruskiej budowli.
- Kiedy dziś wchodzę na dworzec, robi mi się smutno. Co stało się z tym pięknym, zabytkowym budynkiem? - mówi Egon Krüger cytowany przez "Nordkurier"
i
Dworzec bez gospodarza. Deutsche Bahn umywa ręce
Zasadniczy kłopot wynika z prostego faktu, że kompleks definitywnie przestał być własnością państwowego przewoźnika. Według doniesień lokalnych dziennikarzy obiekt trafił w 2018 roku w ręce prywatnego biznesmena, który od tamtego czasu całkowicie ignoruje wszelkie usilne próby nawiązania z nim kontaktu. Samorządowcy nie dysponują odpowiednimi instrumentami prawnymi do wyegzekwowania pilnego remontu, a przedstawiciele giganta Deutsche Bahn umywają ręce tłumacząc się prawną utratą wszelkich praw do nieruchomości.
Skutki tego biurokratycznego pata widać niestety gołym okiem, a postępująca degradacja budowli szokuje nawet samych mieszkańców Pasewalku. Z historycznych murów odpada tynk, rozbite okna szczelnie zabito drewnianymi deskami, a część zewnętrznych zabudowań gospodarczych odgrodzono specjalnymi taśmami z obawy przed ich natychmiastowym zawaleniem się. Wewnątrz sytuacja prezentuje się jeszcze bardziej dramatycznie, gdyż dawne stanowiska kasowe świecą pustkami, duża poczekalnia przypomina ponury plac nieudanego remontu, a całą główną przestrzeń dworcową wystawiono po prostu na wynajem dla chętnych.
i
Brak toalet w Pasewalku. Najbliższe znajdują się... w Szczecinie?
Na głównych drzwiach wejściowych do dworcowych sanitariatów przyklejono bardzo oficjalny dokument wydany bezpośrednio przez władze powiatu Vorpommern-Greifswald. Już sam nagłówek tego pisma brzmi niczym bezwzględny i prawomocny wyrok dla podróżnych gorączkowo poszukujących ulgi po trudach trasy.
„Vorübergehende Schließung der Toilette” (tymczasowe zamknięcie toalety).
W dalszej części oświadczenia urzędnicy nadzoru zdrowotnego dokładnie tłumaczą, że infrastruktura sanitarna została całkowicie wyłączona z eksploatacji ze względu na rażące uchybienia higieniczne wewnątrz pomieszczeń. Sztywny komunikat wieńczy stanowczy zakaz wydany przez niemieckie władze.
„Die Nutzung ist untersagt” (korzystanie jest zabronione).
i
Dziennikarze gazety "Nordkurier" skutecznie ustalili, że wspólna inspekcja lokalnego sanepidu oraz straży miejskiej wykryła potężne i wieloletnie zaniedbania, przez co obydwie dostępne toalety jednoznacznie uznano za bezpośrednie zagrożenie dla życia i zdrowia użytkowników. Posiadacz posesji otrzymał wprawdzie stosowne urzędowe nakazy naprawy usterek, jednak bardzo przewidywalnie nie podjął dotąd absolutnie żadnych działań naprawczych.
Całą absurdalną sprawę lokalna społeczność podsumowuje w mediach społecznościowych z ogromną dawką gorzkiej ironii, rzucając żartobliwe hasła o najbliższej czynnej toalecie zlokalizowanej dopiero w polskim Szczecinie. Ten wyjątkowo wisielczy humor do złudzenia przypomina słynny cytat o najbliższym czynnym tarasie widokowym we Wrocławiu pochodzący z kultowej polskiej komedii "Miś". Aktualna sytuacja wydaje się jednak wyjątkowo przygnębiająca, biorąc pod uwagę kompromitujący fakt, że zarządca terenu nie pokusił się o zorganizowanie na miejscu nawet prowizorycznych kabin przenośnych.
Rozpadająca się stacja i reklama cyfrowej przyszłości. Absurd na peronach
Wnętrze zrujnowanego gmachu budzi wśród gości jednocześnie szczere rozbawienie i autentyczne przerażenie stanem technicznym. Centralny ekran z elektronicznym rozkładem jazdy pozostaje wygaszony od bardzo długiego czasu, a umieszczony zaraz obok zegar ścienny całkowicie przestał odmierzać bieżący czas. Pozbawieni jakichkolwiek informacji pasażerowie muszą w tej trudnej sytuacji polegać wyłącznie na własnej intuicji podróżniczej lub powiadomieniach z aplikacji mobilnych w swoich smartfonach.
Istnego komizmu całej opisywanej sytuacji dodaje umieszczona w pobliskiej szklanej gablocie wielka reklama państwowego przewoźnika Deutsche Bahn. Kolorowy plakat dumnie promuje rewolucyjny i wielopoziomowy system informacji pasażerskiej ukrywający się pod fachową nazwą Multizuganzeige. Zgodnie z kwiecistymi obietnicami marketingowców te nowoczesne ekrany przyszłości mają w czasie rzeczywistym powiadamiać klientów o wszelkich opóźnieniach na trasach oraz nagłych zmianach numerów peronów.
Zderzenie hucznych i bardzo nowoczesnych zapowiedzi o pełnej cyfryzacji niemieckiej kolei z brutalnymi i skrzeczącymi realiami panującymi w Pasewalku tworzy wprost absurdalny, iście kabaretowy wręcz kontrast. Przypomina to wręcz kuriozalną sytuację, w której ktoś zdecydowałby się powiesić ekskluzywny billboard reklamujący najdroższe limuzyny w samym środku gnijącego, drewnianego i rozpadającego się garażu na przedmieściach.
i
Niemiecka infrastruktura w opłakanym stanie. Polacy mogą być dumni
Przykład tego skrajnie zaniedbanego obiektu niezwykle dobitnie pokazuje, że odstraszająca i obskurna infrastruktura kolejowa absolutnie nie stanowi dzisiaj wyłącznie polskiej domeny narodowej. Wystarczy przejechać tuż za naszą zachodnią granicę państwową, aby osobiście natknąć się na stację, która wbrew swojemu kolosalnemu znaczeniu strategicznemu dla całego regionu prezentuje się niczym opuszczona i zapomniana przez cywilizację ruina z minionej epoki.
Prawdziwy i trudny do wytłumaczenia paradoks tkwi w tym, że w zdecydowanej większości niemieckich miast dworce przesiadkowe stanowią piękne architektoniczne perełki, które starannie odrestaurowano z najwyższą dbałością o najdrobniejsze detale wykończenia. Są to zazwyczaj miejsca wysoce przyjazne dla zmęczonych podróżnych, oferujące naprawdę bogaty wachlarz usług komercyjnych i gastronomicznych. Przypadek opisanego Pasewalku to na tamtejszym rynku niesamowicie wyraźny wyjątek od przyjętej reguły, ale za to tak spektakularnie drastyczny, że po prostu nie sposób przejść obok niego zupełnie obojętnie.
Odmierzający czas zegar uległ całkowitej awarii, wysłużone sanitariaty zamknięto na cztery spusty, a potężne cyfrowe tablice informacyjne pozostają kompletnie martwe. Sam prywatny właściciel nieruchomości dosłownie rozpłynął się w powietrzu, podczas gdy pozostawieni samym sobie pasażerowie muszą radzić sobie w tych spartańskich i nieludzkich warunkach polegając tylko na własnym sprycie.
