Spis treści
Ceny nad Bałtykiem. Czym jest ekonomia deptaka?
Stawki w nadmorskich miejscowościach są bezpośrednio powiązane z odległością od plaży i natężeniem ruchu turystycznego. Przedstawicielka Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu zauważa, że wysokie koszty wypoczynku nad wodą są stałym i niezmiennym zjawiskiem.
- Tanio nad polskim morzem nigdy nie było. W sezonie to nie jest nic innego jak ekonomia deptaka – precyzuje dr Osuch‑Mallett.
Przedsiębiorcy prowadzący punkty gastronomiczne nad Bałtykiem mają zaledwie kilkadziesiąt dni na wygenerowanie zysków pozwalających na utrzymanie biznesu przez cały rok. Przekłada się to na konkretne kwoty w menu, gdzie 100 gramów popularnego dorsza wyceniane jest na 20 złotych, co wraz ze smażonymi ziemniakami i zestawem surówek winduje ostateczny rachunek do niemal stu złotych. Słodkie przysmaki z bitą śmietaną i owocowymi dodatkami oznaczają w tym sezonie wydatek rzędu od 20 do nawet 36 złotych.
Doktor Osuch‑Mallett wyjaśnia genezę paragonów grozy
Konsumenci są w stanie zapłacić więcej za jedzenie pod warunkiem zachowania odpowiednich standardów kulinarnych. Rozczarowanie gości rośnie najczęściej w momencie, gdy skromne i przeciętne w smaku potrawy kosztują tyle samo co w luksusowych lokalach.
Niezadowoleni turyści bardzo szybko reagują na nieadekwatne proporcje między ceną a jakością w przypadku pospolitych dań.
- Wtedy pojawiają się te paragony grozy – zaznacza ekspertka i dodaje , że poczucie finansowego naciągnięcia skłania wczasowiczów do masowego publikowania zdjęć drogich rachunków na platformach społecznościowych.
Zjawisko to wpływa także na to, w jaki sposób klienci definiują luksusowe dania na wakacjach.
- Dorsz z frytkami to dziś posiłek premium. Kiedyś premium były krewetki, a teraz stają się standardem i nie dotyczą paragonów grozy – uzupełnia ekonomistka.
Koszty obiadu dla rodziny nad Bałtykiem
Raport zatytułowany „Wakacyjny Portfel Polaków 2026” dobitnie pokazuje skalę wydatków na posiłki w kurortach. Czteroosobowa rodzina za klasyczny obiad musi zapłacić obecnie średnio 322 złote, co oznacza zauważalny wzrost kosztów w stosunku do ubiegłorocznych wakacji. Całkowity koszt siedmiodniowego wyjazdu potrafi zamknąć się w astronomicznej kwocie 10 tysięcy złotych.
Zmieniające się warunki gospodarcze wymuszają na turystach poszukiwanie oszczędności podczas planowania urlopu.
- Będziemy tak zarządzać portfelem, żeby jak najwięcej dostać w tym budżecie. Zadbamy o noclegi ze śniadaniem albo sami je przygotujemy. A pójdziemy na jeden fajny posiłek – prognozuje specjalistka.
Atrakcje nad morzem pochłaniają najwięcej pieniędzy
Choć ceny pokoi hotelowych regularnie rosną, to wczasowicze znacznie gorzej znoszą codzienne i z pozoru drobne opłaty. Zauważalna część urlopowego budżetu znika podczas korzystania z lokalnych rozrywek oraz infrastruktury turystycznej, obejmujących między innymi rejsy statkami, wstępy na molo oraz wizyty w parkach wodnych.
Według najnowszych statystyk przeciętny obywatel przeznaczy na letni wypoczynek 2042 złote, przekraczając wydatki z 2025 roku o niemal 300 złotych. Każdy kolejny zakupiony na nadmorskim deptaku deser bezlitośnie uświadamia podróżującym, że rzeczywiste koszty krajowych wakacji uległy ogromnej zmianie.