Spis treści
- Polska w 1996 roku: szare blokowiska i raczkujący kapitalizm
- Brak smartfonów i internetu w życiu maturzystów z lat 90.
- Zasady oceniania na maturze w 1996 roku
- Emocje przed maturą 1996 w szczecińskim "Ekonomiku"
- Trudny poranek i ukryte pomoce naukowe na maturze
- Stresujące chwile w egzaminacyjnej sali
- Ściągi w maturalnych kanapkach jako symbol rocznika 96
- Egzamin z języka polskiego pełen wysiłku
- Matura z matematyki wspierana przez studentów Politechniki
- Obecny poziom egzaminów a dawna ocena wiedzy
- Ryzykowny wybór literacki
- Wpadki z matury w 1996 roku już dawno wybaczone
Polska w 1996 roku: szare blokowiska i raczkujący kapitalizm
Połowa lat dziewięćdziesiątych stanowiła w naszym kraju okres intensywnych przemian i oswajania się z zupełnie nowym ustrojem. Dopiero rozwijający się wolny rynek mieszał się z wszechobecnymi bazarami, ponurymi osiedlami z wielkiej płyty oraz sklepami, gdzie dostarczenie atrakcyjnego towaru urastało do rangi wielkiego wydarzenia. Zjawisko wysokiego bezrobocia budziło powszechny niepokój o stabilność zatrudnienia. Wkraczający w dorosłość obywatele z jednej strony czuli ogromne możliwości nowej epoki, a z drugiej mierzyli się z całkowitą nieprzewidywalnością nadchodzącej przyszłości.
Brak smartfonów i internetu w życiu maturzystów z lat 90.
Obecni 49-latkowie dojrzewali w erze pozbawionej galerii handlowych, telefonów komórkowych oraz globalnej sieci. Życie towarzyskie tamtego okresu toczyło się w klubach, na szkolnych korytarzach, pod klatkami schodowymi lub po prostu na osiedlowych ławkach. Czas wolny upływał pod znakiem kaset wideo, wczesnych gier uruchamianych na komputerach z procesorem Pentium, a także utworów odtwarzanych z klasycznych walkmanów i domowych wież stereofonicznych.
Ogromną popularnością przed telewizorami cieszył się wówczas serial „Beverly Hills 90210”. Młodzi ludzie z wypiekami na twarzy obserwowali perypetie Kelly, Dylana i Brendy, masowo kopiując ich uczesania oraz zachowanie. Wszelkie nowinki z życia celebrytów zdobywano wyłącznie w tradycyjnej formie. Wobec braku mediów społecznościowych i wyszukiwarek, każdy fan kupował papierowe wydania magazynów młodzieżowych, takich jak „Dziewczyna”, „Bravo” czy „Popcorn”.
Na parkietach dyskotek królowały hity Mr President, DJ-a Bobo oraz formacji Fun Factory, natomiast fani mocniejszych brzmień słuchali Varius Manx, Hey oraz Edyty Bartosiewicz. Świeżo wydane płyty trzeba było fizycznie nabyć w sklepie muzycznym, ponieważ cyfrowa dystrybucja dla przeciętnego Kowalskiego stanowiła pojęcie całkowicie abstrakcyjne.
Zasady oceniania na maturze w 1996 roku
Trzydzieści lat temu sam format egzaminu maturalnego prezentował się skrajnie odmiennie. Zamiast dzisiejszych progów punktowych i skomplikowanych rankingów, wiedzę weryfikowano przy użyciu standardowej skali ocen od dwójki do piątki. Kluczową rolę odgrywał język polski. Co ciekawe, matematyka nie posiadała statusu przedmiotu obowiązkowego, przez co w licznych liceach profilowanych i technikach w ogóle z niej rezygnowano.
Zwyczajowo przestrzegano eleganckiego stroju, opierającego się na skromnych spódnicach, ciemnych spodniach i śnieżnobiałych koszulach. Z uwagi na znikomą dostępność znanych dzisiaj sieci odzieżowych, młodzież często stawała przed komisją w kreacjach uszytych przez matki lub skompletowanych w lokalnych domach handlowych czy na pobliskich targowiskach.
Polecany artykuł:
Emocje przed maturą 1996 w szczecińskim "Ekonomiku"
Mimo drastycznych różnic w otaczającej rzeczywistości, napięcie towarzyszące testom nie różniło się niczym od współczesnych realiów. Dla rocznika zdającego w 1996 roku matura stanowiła pierwszą poważną próbę charakteru oraz przepustkę do podjęcia studiów i dorosłego funkcjonowania. W tamtej dekadzie Liceum Ekonomiczne nr 2 w Szczecinie, funkcjonujące obecnie jako Zespół Szkół nr 8, cieszyło się statusem jednej z najbardziej renomowanych placówek w regionie. To właśnie w tych murach maturzyści mierzyli się z ogromnym stresem w maju trzydzieści lat temu, a ich wspomnienia nie straciły na wyrazistości do dzisiaj.
- Mam drugi rząd… fatalnie! Pieczołowicie przygotowywane ściągi się nie sprawdzą - wspomina.
Trudny poranek i ukryte pomoce naukowe na maturze
Anna, która obecnie jest profesorem Uniwersytetu Szczecińskiego, niezwykle dokładnie odtwarza w pamięci tamten wyjątkowy dzień.
- Był rześki poranek. Jechałam tramwajem nr 8 i bardzo mocno kołatało moje serce na myśl, że to już… ten wielki dzień, egzamin dojrzałości
Z jej relacji wynika, że w tramwaju tłoczyli się elegancko ubrani uczniowie, a obok stała jej wyraźnie zdenerwowana przyjaciółka, Madzia.
- Niby była umalowana, a blada - dodaje Anna.
- 30 lat temu nie było sieciówek, więc moja mama uszyła mi specjalną ‘maturalną’ marynarkę z kilkunastoma kieszonkami - tłumaczy dalej Anna, każdy schowek w ubraniu skrywał precyzyjnie opracowane notatki obejmujące materiał od starożytności aż do czasów współczesnych. Szczęście nie sprzyjało jej jednak podczas zajmowania miejsca w sali. Uczennica wylosowała ławkę niemal na samym przedzie sali.
Poza ukrytymi materiałami, młodzież przynosiła ze sobą przedmioty mające przynieść powodzenie podczas testu.
- Słoniki, maskotki… Ja miałam misia od mojego chłopaka, a obecnie męża - podsumowuje Anna.
Stresujące chwile w egzaminacyjnej sali
Paweł, pracujący współcześnie jako specjalista do spraw bhp oraz pełniący funkcję radnego osiedlowego, zapamiętał tamto wydarzenie głównie przez pryzmat fizycznych reakcji własnego organizmu.
- Było dość ciepło, wszyscy w stresie. Ściągi gdzieś w kieszeniach poupychane, ale jak człowiek wchodził na salę, to zapominał, gdzie co włożył. Na sali stres. Pot ciekł po plecach - mówi Paweł.
Ściągi w maturalnych kanapkach jako symbol rocznika 96
Ogromnym fenomenem ówczesnych egzaminów dojrzałości okazał się prowiant. Starannie przygotowane przekąski nie służyły bowiem wyłącznie łagodzeniu nerwowego apetytu licealistów, ale pełniły znacznie bardziej dyskretną i strategiczną funkcję na sali egzaminacyjnej.
- Na maturze z matematyki mamy robiły kanapki i wkładały ściągi z rozwiązanymi zadaniami. Niestety mnie się nie trafiła - zauważa pracująca dziś w urzędzie Magdalena. Anna wciąż czuje smak tamtego jedzenia.
- Sałata, szynka i pyszna kajzerka. Do dziś pamiętam, jak smakowały.
Z kolei Paweł podszedł do tematu kanapek z ogromną dawką humoru i dystansu.
- Zjadłem chyba z 3 czy 4… A wszyscy i tak szukaliśmy, czy nie ma w nich ściąg - mówi.
Egzamin z języka polskiego pełen wysiłku
Zmagania z ojczystym językiem wymagały niezwykłej koncentracji i ogromnego zaangażowania fizycznego polegającego na wielogodzinnym kreśleniu wypracowań.
- Tematy były wyzwaniem. Totalna pogoń myśli. Mieliśmy 5 godzin na ogarnięcie. Pisaliśmy po kilkanaście stron tekstu. Każdy pilnie uważał na ortografię. To była ciężka praca… dosłownie - ocenia Anna.
Nauczyciele surowo podchodzili do kwestii poprawności językowej, co na własnej skórze brutalnie odczuł Paweł.
- Pani od polskiego sprawdzała błędy… a i tak później dostałem po uszach, że zrobiłem jeden - mówi Paweł.
Matura z matematyki wspierana przez studentów Politechniki
Zmagania z królową nauk obrosły w anegdoty godne scenariusza trzymającego w napięciu filmu. Profesor Uniwersytetu Szczecińskiego przywołuje brawurową akcję organizowania wyników przy pomocy starszych kolegów z innej uczelni.
- Wpadliśmy na pomysł, by 2 studentów z Politechniki Szczecińskiej wsparło nas swoją wiedzą - relacjonuje Anna. - Zadania rozwiązali, mamusie od kanapek pojechały autem do ksero i rozłożyły kilkanaście kopii… po toaletach! Pani Bożenka zaciskała dłonie na wózku z kanapkami, dając oczami sygnały, że ściągi są w toalecie. I teraz traf do właściwej kabiny.
Pytana o pomyślny finał gorączkowych poszukiwań w łazience, ucieka od konkretnej odpowiedzi.
- Nie powiem - mówi z uśmiechem.
Wiadomo jednak, że część ustna przyniosła jej wiele satysfakcji i radości z wylosowanych zadań.
- Matematyki nie musieliśmy pisać, bo to ekonomik. W moim przypadku tylko polski i historia - mówi. - A z historii nic nie pamiętam. Po prostu była.
Obecny poziom egzaminów a dawna ocena wiedzy
Pytanie o stopień trudności testów z 1996 roku w zestawieniu ze współczesnymi wymogami budzi określone refleksje. W ocenie absolwentów, dawny system pozwalał na znacznie większą swobodę wypowiedzi i nie narzucał sztywnych schematów analizy tekstów.
- Uważam, że nasze matury były zdecydowanie łatwiejsze. Nie było procentów, tylko oceny. W wypracowaniu nie trzeba było uwzględniać dziwnych kontekstów. Trzeba było pisać: "uważam", "myślę", "sądzę". A teraz im mniej uważasz i sądzisz, tym lepiej - podsumowuje Magdalena.
Ryzykowny wybór literacki
Ostatnią historią podzielił się Grzegorz, wykonujący obecnie zawód dziennikarza oraz... autor tego artykułu. Podobnie jak wcześniejsi rozmówcy, zakończył on edukację w Liceum Ekonomicznym nr 2 dokładnie trzydzieści lat temu, jednak finalnie porzucił plany związane z ekonomią na rzecz pracy w innej branży, a ostatecznie w mediach.
- Pamiętam, że temat wypracowania dotyczył wolności człowieka i trzeba było go opisać na podstawie wybranej epoki literackiej - wspomina. - Większość wybrała romantyzm, jednak ja się trochę wyłamałem i wziąłem na celownik inną epokę… chyba pozytywizm
Nieszablonowe podejście do maturalnego tematu wywołało ogromne zdziwienie u polonistki, która upewniała się o racjonalności tej decyzji.
- Spytała: "czy jesteś pewien? na pewno dasz radę?" A ja odpowiedziałem krótko, że "muszę". Łatwo nie było, ale się opłaciło.
Ostateczny wynik tego nad wyraz ryzykownego zagrania przyniósł wymierne korzyści, zdejmując z ówczesnego ucznia ogromny ciężar kolejnych testów.
- Wysoka ocena sprawiła, że nie musiałem zdawać matury ustnej, czego chyba obawiałem się najbardziej.
Z perspektywy czasu autor tekstu analizuje tamte młodzieńcze, szkolne decyzje jako prawdziwy punkt zwrotny w swoim dzisiejszym życiu zawodowym.
- Być może to właśnie ta "maturalna kreatywność" i próba wyłamania się ze schematów sprawiły, że po latach zostałem dziennikarzem. Zawsze byłem trochę humanistą i trochę artystą. A z ekonomią — mimo ukończenia ekonomika — nigdy nie było mi po drodze.
Wpadki z matury w 1996 roku już dawno wybaczone
Mimo upływu równo trzech dekad, maturalne przeżycia tkwią niesamowicie głęboko w pamięci tamtego rocznika. Poranny stres w tramwaju numer 8, smakowite bułki skrywające wiedzę i marynarki uszyte przez matki z myślą o chowaniu notatek to detale, które budują unikalny i niepowtarzalny obraz lat 90. Dzisiejsi czterdziestodziewięciolatkowie obserwują potyczki z arkuszami własnych pociech, odczuwając uzasadnioną dumę i wielkie zdziwienie, jak szybko minął czas od ich własnych egzaminów. Choć świat technologii i mody zmienił się nie do poznania, lęk przed wejściem w dorosłość nie ustępuje. Osoby dręczące się wyrzutami sumienia za ówczesne nieuczciwe wsparcie na salach mogą odetchnąć z gigantyczną ulgą. Sprawa nielegalnych rozwiązań przemycanych w szkolnej łazience szczecińskiego Ekonomika zdążyła ulec całkowitemu przedawnieniu.
- Wylosowałam super trzy pytania z trygonometrii. Uwielbiałam ten dział! - podsumowuje.
Paweł uniknął tego gigantycznego stresu, ponieważ jego profil edukacyjny całkowicie zwalniał go z matematycznych łamigłówek. Zdał się wyłącznie na testy z historii i języka ojczystego.