Spis treści
Dramat na pastwisku i przypuszczenia właścicieli
Martwe zwierzę odnaleziono na terenie pastwiska w gminie Maszewo. Zrozpaczeni opiekunowie podzielili się informacją o ranie zlokalizowanej na ciele konia, wskazując, że przypomina ona ślad po kuli. Zaznaczyli również, że podczas własnych prób użycia wykrywacza metalu usłyszeli sygnał potwierdzający obecność metalowego elementu.
Właściciele głośno wyrażali swoje zastrzeżenia do sposobu prowadzenia sekcji zwłok oraz pracy służb mundurowych. Narzekali na opieszałość podczas badania martwego zwierzęcia i powątpiewali w rzetelność działań instytucji państwowych.
Prokuratura o sprawie konia: winna była infekcja
Zupełnie inny obraz wyłonił się jednak z oficjalnych analiz ciała zmarłego konia.
– Ze wstępnej opinii wynika, że przyczyną śmierci konia była infekcja. Pełen raport ma być gotowy za kilka tygodni – powiedziała Julia Szozda z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie w rozmowie z „Głosem Szczecińskim".
Z informacji przekazanych przez śledczych wynika, że nikt nie strzelał do zwierzęcia. Ślad, który wzbudził podejrzenia, określono jako powierzchowne zranienie.
Opiekunowie konia: brak jakiegokolwiek pocisku
Właściciele zaktualizowali swoje stanowisko w poniedziałkowym wpisie w mediach społecznościowych. Przekazali, że uczestniczyli w dodatkowych badaniach konia, w których towarzyszyli im policjanci z Goleniowa i weterynarz wykonujący wcześniej sekcję zwłok.
W weryfikacji ciała pomagał ekspert używający dwóch wykrywaczy metalu. Na miejscu obecna była także lekarka weterynarii, która miała wykonać RTG, gdyby zaszła taka potrzeba.
„Tym razem żaden z wykrywaczy nie wskazał, aby w ciele konia znajdowało się coś metalowego. Detektorem badaliśmy korpus konia oraz jego organy, które zostały wcześniej wyjęte z ciała do sekcji. W związku z brakiem jakichkolwiek sygnałów z detektorów nie wykonywaliśmy zdjęć RTG”
– relacjonują opiekunowie.
Autorzy wpisu przyznali, że nie potrafią zinterpretować wcześniejszych wyników, kiedy to jeden z wykrywaczy miał zasygnalizować obecność metalu wokół rany, co później się nie potwierdziło.
„Wydaje nam się jednak, że zrobiliśmy już wszystko, co mogliśmy, aby dowiedzieć się jak najwięcej i spróbować znaleźć odpowiedzi na dręczące nas pytania”
– zaznaczyli, okazując wdzięczność społeczności za pomoc.
Emocje wzięły górę nad faktami
Silne emocje opiekunów można łatwo wytłumaczyć. Zwierzę było traktowane jak członek rodziny, więc ból po jego stracie musiał być dojmujący. Tę prawdę rozumie każdy, kto opiekował się czworonogiem.
Z drugiej strony fakty dowodzą, że nerwy często zasłaniają trzeźwą ocenę sytuacji. Początkowo w przestrzeni publicznej padło wiele poważnych zarzutów wymierzonych w funkcjonariuszy policji, prokuratorów i weterynarzy. Jednak ani wstępna ocena zwłok, ani ponowne badania z udziałem właścicieli nie uprawdopodobniły wersji o postrzeleniu.
Pełen raport o śmierci konia jest w przygotowaniu
Śledczy cały czas prowadzą dochodzenie i oczekują na ostateczny raport powołanego biegłego weterynarii. Już teraz można jednak z dużym przekonaniem stwierdzić, że nikt z zewnątrz nie przyczynił się do zgonu konia. Wstępna ekspertyza jasno dowodzi, że zwierzę padło z powodu infekcji, a strach opiekunów przed raną postrzałową okazał się bezpodstawny.