Spis treści
Martwe zwierzę na wybiegu. Opiekunowie podejrzewają użycie broni
Kobieta zamieściła w mediach społecznościowych wstrząsającą relację. W poniedziałek o świcie dokonała koszmarnego odkrycia, znajdując martwego konia na pastwisku. Obrażenia widoczne w tylnej części tułowia wyraźnie sugerowały celowy atak. Gospodyni uważa, że to ewidentny ślad po ranie postrzałowej.
Na miejsce zdarzenia błyskawicznie zadysponowano funkcjonariuszy policji, a w prowadzonych oględzinach brała udział również prokurator. Padłe zwierzę niezwłocznie przekazano do szczegółowych badań anatomicznych, które mają ostatecznie i precyzyjnie potwierdzić dokładną przyczynę zgonu.
Opóźnienia podczas badań anatomicznych martwego konia
Właścicielka zaznacza, że oficjalne śledztwo od samego startu boryka się z licznymi problemami. Badanie zwłok początkowo wstrzymano przez błędnie zapisaną masę ciała w oficjalnych papierach. W późniejszym etapie skomplikowanej procedury badanie ponownie przesunięto w czasie z uwagi na rzekome zawirowania logistyczne.
Zdesperowani właściciele zwierzęcia postanowili działać na własną rękę i przeczesali rejon rany specjalistycznym wykrywaczem metalu. Sprzęt jednoznacznie zasygnalizował obecność twardego ciała obcego ukrytego w ranie, co tylko utwierdziło ich w pierwotnych, bardzo mrocznych przypuszczeniach.
Zarzuty pod adresem służb prowadzących dochodzenie
Autorka internetowego apelu nie kryje narastających wątpliwości co do obiektywizmu prowadzonych działań. Oficjalne badanie medyczne nie doprowadziło do zabezpieczenia żadnego twardego pocisku, a wszelkie inicjatywy opiekunów dotyczące uczestnictwa w dodatkowych analizach były systematycznie blokowane.
Napięcie sięgnęło zenitu pod samą bramą zakładu utylizacyjnego w miejscowości Karlino, dokąd wcześnie przetransportowano martwe ciało. Jak twierdzi opiekunka, mimo okazania formalnej zgody od prokuratora, pracownicy obiektu stanowczo odmówili wpuszczenia poszkodowanych na teren placówki. Nawet wezwany błyskawicznie patrol policji nie zdołał ostatecznie zażegnać tego ostrego konfliktu.
Właścicielka konia apeluje o pomoc w nagłośnieniu sprawy
Poruszająca publikacja internetowa zamieszczona w sieci ukazuje głęboką rozpacz opiekunów. Wierzchowiec stanowił dla nich zdecydowanie coś więcej niż tylko przeciętne zwierzę trzymane w gospodarstwie.
To nie był dla nas „tylko koń”. To członek naszej rodziny. Istota, którą kochaliśmy, o którą dbaliśmy i z którą byliśmy związani - napisali.
Poszkodowani proszą obcych internautów o szerokie udostępnianie postu. Zdecydowanie żądają rzetelnego i w pełni przejrzystego zbadania mrocznych okoliczności tego wyjątkowo przykrego zdarzenia.
Śledczy weryfikują wszystkie doniesienia o strzale
Obecnie brakuje jakichkolwiek sformalizowanych protokołów z oględzin weterynaryjnych, które definitywnie uwiarygodniłyby wariant z postrzałem. Kluczowe i jednoznaczne dowody zostaną zaprezentowane publicznie dopiero po zakończeniu skomplikowanych procedur operacyjnych oraz po uzyskaniu wiążącej opinii powołanych specjalistów.
Dopóki odpowiednie służby nie zamkną tego trudnego etapu śledztwa, teoria o strzale funkcjonuje wyłącznie jako teza forsowana przez załamanych opiekunów. Do tej pory nikt z organów ścigania nie przedstawił w ogóle oficjalnych raportów obrazujących przebieg tej zagadkowej tragedii na pastwisku.