Spis treści
Pożar hotelu w Kamieniu Pomorskim w święta wielkanocne
Trwał właśnie świąteczny czas, kiedy w obiekcie socjalnym zlokalizowanym przy ulicy Wolińskiej przebywało 77 lokatorów. Byli to w przeważającej mierze ludzie borykający się z problemami życiowymi, zamieszkujący drewniany pawilon, który w przeszłości służył jako przestrzeń biurowa. Pożar pojawił się tam w okolicach północy. Żywioł w mgnieniu oka strawił całą konstrukcję wzniesioną z wysoce łatwopalnych materiałów.
Relacje naocznych świadków opisywały to zdarzenie jako jedną wielką, przerażającą ścianę płomieni. Lokatorów opanował wszechogarniający popłoch, a w okolicy niosły się głośne krzyki rozpaczy. Zdesperowani rodzice wyrzucali przez okna swoje pociechy w nadziei na ich ocalenie, po czym sami decydowali się na skok w dramatycznej walce o przetrwanie.
Służby ratunkowe zjawiły się pod wskazanym adresem zaledwie kilka minut od wezwania, jednak gaszenie płomieni z góry wydawało się skazane na porażkę. Nieużyteczne szlaki ewakuacyjne, łatwopalny surowiec użyty do wzniesienia ścian oraz niezwykle wąskie przejścia spowodowały, że płonący obiekt stał się dla przebywających tam ludzi zamkniętą pułapką bez możliwości ucieczki.
Ofiary śmiertelne w Kamieniu Pomorskim. Zginęło 13 dzieci
Niestety, ucieczka przed żywiołem nie wszystkim się powiodła. Zabójcze płomienie pochłonęły łącznie dwadzieścia trzy ofiary, wśród których znalazła się trójka dorosłych i aż trzynaścioro najmłodszych. Najmłodsze dziecko miało wtedy zaledwie dwa latka, z kolei najstarsza zmarła osoba liczyła 90 lat, a dwudziestu innych lokatorów odniosło poważne obrażenia. Ceremonia pogrzebowa zorganizowana 18 kwietnia przyciągnęła ogromne rzesze ludzi. Mieszkańcy miasta pogrążyli się w głębokim smutku, podczas gdy reszta kraju solidarnie dzieliła z nimi to niewyobrażalne cierpienie.
Z uwagi na skalę tej katastrofy ówczesny prezydent, Lech Kaczyński zarządził obowiązywanie trzydniowej żałoby narodowej w dniach od 14 do 16 kwietnia 2009 roku. Miejsce zdarzenia wizytował również szef rządu Donald Tusk, który deklarował poszkodowanym i zszokowanym obywatelom pełne wsparcie ze strony organów państwowych.
Bezpośrednio po ugaszeniu zgliszczy natychmiastowo uruchomiono szeroko zakrojoną kampanię wsparcia dla ocalałych. Pieniądze na wzniesienie zupełnie nowych lokali mieszkalnych dla osób poszkodowanych płynęły bezpośrednio ze skarbu państwa, a także z portfeli setek anonimowych darczyńców z różnych zakątków naszego globu. O skali wdzięczności opowiedziała później jedna z mieszkanek.
- Nie możemy się doczekać tej przeprowadzki. To najpiękniejszy prezent od Mikołaja, jaki można dostać w życiu - mówiła w grudniu 2009 r. "Super Expressowi" jedna z ocalałych z pożaru kobiet, która po stracie swojego dotychczasowego domu, wraz z rodziną mieszkała w hotelu turystycznym.
Hotel socjalny nie spełniał norm pożarowych
Zniszczony przez żywioł hotel został zbudowany w latach 70. minionego stulecia z pierwotnym przeznaczeniem na przestrzeń biurową. Następnie adaptowano go dla potrzeb robotników, by w końcowym etapie przeznaczyć go na mieszkania socjalne. Prokuratura dowiodła, że konstrukcja nigdy nie wpisywała się w ramy przepisów przeciwpożarowych. Funkcjonariusze prowadzący dochodzenie wykazali całkowity brak działających systemów ostrzegających przed zadymieniem. Struktura wzniesiona z drewna oraz pilśniowych płyt, a także skandalicznie oznakowane szlaki ewakuacyjne przesądzały o tym, że budowla pod żadnym pozorem nie mogła pełnić funkcji mieszkalnych.
Burmistrz i urzędnicy skazani przez sąd
Ciężar prawny za oddanie wadliwego gmachu w ręce lokatorów poniósł Bronisław Karpiński, sprawujący w tamtym czasie funkcję burmistrza miasta. Śledczy oskarżyli samorządowca o rażące zignorowanie powierzonych mu zadań oraz sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa na ludzi. Wymiar sprawiedliwości w 2014 roku potwierdził winę urzędnika, wymierzając mu karę dwuletniego pobytu w więzieniu, której wykonanie warunkowo zawieszono na okres pięciu lat. Pomimo odwołań obu stron postępowania, wyrok utrzymał się również w sądzie odwoławczym.
Na ławie oskarżonych zasiedli także dyrektor Krzysztof G. i jego pracownica Barbara K., zatrudnieni w miejscowym Zakładzie Gospodarki Mieszkaniowej. Zarzucono im identyczne zaniedbania w obszarze nadzoru nad nieruchomością. Postępowanie sądowe przed Sądem Okręgowym w Szczecinie ruszyło w połowie 2011 roku, by cztery lata później zakończyć się bezwzględnym pozbawieniem wolności – trzema latami dla dyrektora oraz dwoma dla jego podwładnej, z jednoczesnym czasowym zakazem wykonywania zawodu. Po złożonych apelacjach szczeciński Sąd Apelacyjny we wrześniu 2015 roku złagodził te sankcje, decydując się na kary w zawieszeniu. Orzeczono wobec nich wyroki odpowiednio dwóch lat więzienia w zawieszeniu na cztery lata oraz roku z zawieszeniem na dwa lata, dokładając sześcioletni zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych i prowadzenia działalności zarządczej.
Zmiany w prawie budowlanym po pożarze w Kamieniu Pomorskim
Gigantyczna tragedia pociągnęła za sobą stanowczą reakcję rządu, który natychmiast zlecił masowe inspekcje w placówkach noclegowych. Znowelizowano także wybrane zapisy dotyczące wymogów architektonicznych oraz standardów przeciwpożarowych. Niestety, kwestia niedofinansowanych lokali dla najuboższych obywateli wciąż pozostaje nierozwiązana, a w licznych miejscowościach nadal użytkuje się przestrzenie mieszkalne o katastrofalnym stanie technicznym, urągające podstawowym normom bezpieczeństwa.