Spis treści
Fortepian, który pamięta Konzerthaus
Historia tego instrumentu to gotowy scenariusz filmowy. Fortepian powstał w 1865 r. w berlińskiej fabryce Carla Bechsteina, a już rok później trafił do Szczecina – do muzycznego salonu przy dzisiejszym placu Orła Białego. Prawdopodobnie od lat 80. XIX wieku stał w Konzerthausie, monumentalnej sali koncertowej w ówczesnym Stettinie.
To właśnie tam służył muzykom i publiczności, zanim wojna zmieniła losy miasta i jego kultury. Po 1945 r. instrument zniknął z mapy – dosłownie. Przewieziono go do ośrodka repatriacyjnego w Dąbiu, a później trafił do domu kultury w Dobrej pod Nowogardem. I tam… zapomniano o nim na kilkadziesiąt lat.
Polecany artykuł:
Odnaleziony przypadkiem, rozpoznany dzięki pasji
Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy dyrektor domu kultury w Dobrej, Emil Chodań, zainteresował się zniszczonym instrumentem. Do konsultacji zaprosił stroiciela Pawła Kwiatkowskiego, współpracującego ze szczecińską filharmonią. To on jako pierwszy zauważył, że ma przed sobą coś więcej niż stary, zdezelowany fortepian.
Po sprawdzeniu numerów seryjnych i archiwów okazało się, że to właśnie „ten” Bechstein – świadek muzycznej historii Szczecina. Instrument, który przetrwał bombardowania, wywózki, a nawet… brutalne odcięcie nóg, bo nie mieścił się w drzwiach. Na szczęście oryginalne nogi zachowały się i można je było ponownie zamontować.
Renowacja: drugie życie po 160 latach
Fortepian trafił do pracowni Sylwestra Kowalczyka z Kalisza – jednego z najlepszych specjalistów od historycznych instrumentów. Renowacja była skomplikowana: trzeba było dorobić m.in. klawiaturę i kilka elementów mechanizmu. Miasto Szczecin wsparło projekt dotacją w wysokości 55 tys. zł.
Efekt? Instrument odzyskał dawny blask i – co najważniejsze – brzmienie.
„Cichszy, delikatniejszy, o ogromnej palecie barw”
Podczas wtorkowego koncertu Piotr Pawlak podkreślał, że gra na takim instrumencie to zupełnie inne doświadczenie niż na współczesnych fortepianach.
– To instrument cichszy i zdecydowanie delikatniejszy – mówił pianista. Zwracał uwagę na głębszą, cięższą klawiaturę oraz mechanizm pojedynczej repetycji, który pokazuje, jak ewoluowała konstrukcja fortepianów.
Bechstein z 1865 r. ma – jak podkreślił Pawlak – „bardzo ciepłe i różnorodne brzmienie”. Szczególnie wyczuwalne przy użyciu lewego pedału, który pozwala uzyskać subtelne, przytłumione barwy.
Koncert, który wypełnił salę po brzegi
Dwa koncerty w sali kameralnej Filharmonii Szczecińskiej wyprzedano błyskawicznie. Publiczność usłyszała utwory Chopina, Paderewskiego oraz Sonatę na wiolonczelę i fortepian Zygmunta Słojowskiego. Pawlakowi towarzyszyła Matylda Adamus, wiolonczelistka FS, grająca na instrumencie z jelitowymi strunami – idealnym do muzyki XIX wieku.
To był wieczór, który połączył historię z teraźniejszością. A przede wszystkim – przywrócił Szczecinowi fragment jego muzycznego dziedzictwa.