- Kobieta została zatrzymana po interwencji w miejskim autobusie.
- Kierowca twierdzi, że nie pierwszy raz zwracał uwagę na brak kagańca.
- Pasażerka i policja przedstawiają zupełnie odmienne wersje zdarzeń.
- Sprawa prawdopodobnie znajdzie swój finał przed sądem.
Sprawę opisuje Fakt.pl. Według relacji kobiety, kierowca odmówił dalszego przewozu psa bez kagańca i wezwał patrol, gdy nie zgodziła się opuścić pojazdu. Podczas interwencji została wyprowadzona z autobusu w kajdankach i trafiła do policyjnego aresztu na 24 godziny. Usłyszała zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej oraz znieważenia policjanta.
Według funkcjonariuszy pasażerka nie wykonywała poleceń, używała wulgarnych słów, odpychała policjantów i nie chciała podać swoich danych.
Czytaj też: Niemiecki youtuber przespacerował się nocą po polskim parku. Zdziwiła go jedna rzecz. "Nie do pomyślenia"
Swoją wersję wydarzeń przedstawił także kierowca autobusu. Twierdzi, że nie był to pierwszy przypadek, gdy kobieta podróżowała z tym samym psem bez wymaganego zabezpieczenia. Jak podkreśla, wcześniej skończyło się na pouczeniu, jednak tym razem postanowił postąpić zgodnie z regulaminem i wezwał policję. - Policjanci zachowywali się kulturalnie. Gdyby nie jej zachowanie, to ta interwencja mogła wyglądać zupełnie inaczej - powiedział Faktowi kierowca autobusu.
Kobieta nie zgadza się z tą relacją. Zapewnia, że nie zachowywała się agresywnie i liczy, że przebieg interwencji ostatecznie oceni sąd.
Zobacz też: Linia 666 znów wozi turystów na Hel. Niemieckie media o "piekielnym" kursie w Polsce