Spis treści
Atak psa na małe dziecko. Błyskawiczna interwencja strażaków
Lokalny serwis igryfino.pl jako pierwszy przekazał informacje o zdarzeniu, do którego doszło 18 września 2026 roku około godziny 16:45 na terenie Widuchowej. Kiedy trzyletni maluch bawił się na podwórku w towarzystwie psa, zwierzę nagle zaatakowało i dotkliwie ugryzło chłopca prosto w twarz. Na miejsce bezzwłocznie wezwano patrol policji, zespół ratownictwa medycznego oraz straż pożarną. To właśnie strażacy dotarli pod wskazany adres najszybciej, zabezpieczając poszkodowane dziecko do momentu przyjazdu karetki.
Rzeczniczka prasowa Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie, Natalia Dorochowicz, przedstawiła portalowi dość zachowawczy obraz sytuacji. Przedstawicielka służb medycznych raportowała, że chłopiec doznał wyłącznie powierzchownego urazu w obrębie ust, zachował przytomność i znajdował się w stabilnym stanie przed transportem do lecznicy. Taki opis zdarzenia wyraźnie kontrastuje z faktycznym rozmiarem obrażeń, ponieważ w rzeczywistości dramat malucha był o wiele bardziej skomplikowany.
„- Chłopca przewieziono do szpitala w Zdrojach. Potem został przewieziony na Oddział Kliniczny Chirurgii Szczękowo-Twarzowej. Pies praktycznie wyrwał mu dwa zęby, które musiały być usunięte, a dziąsła zaszyte. Dziecko ma także ślady zębów na twarzy. Musiał być też kilka dni na obserwacji, ponieważ nie było wiadomo, czy pies był szczepiony” - opisują dziennikarze portalu igryfino.pl.
Głos w sprawie zabrał również oficer prasowy gryfińskiej policji, starszy aspirant Jakub Kuźmowicz. Funkcjonariusz w swoim oświadczeniu nazwał ten przypadek „niebezpiecznym incydentem”. Policjant stanowczo podkreślił przy tym, że obrażenia zadane przez agresywnego czworonoga na szczęście nie zagrażały bezpośrednio życiu małego pacjenta.
Tajemnica właściciela psa. Internauci oburzeni brakiem surowych kar
Służby do tej pory nie zdradziły, do kogo należał czworonóg oraz jakiej był rasy. Serwis igryfino.pl dotarł jednak do nieoficjalnych informacji, z których wynika, że opiekun zwierzęcia podobno został ukarany wyłącznie mandatem karnym, co sugeruje pomyślną identyfikację winnego. Taka forma kary budzi ogromne wątpliwości wśród lokalnej społeczności, która głośno pyta o to, czy osoby odpowiedzialne za tak groźne sytuacje nie powinny ponosić znacznie bardziej dotkliwych konsekwencji. Temat wywołał lawinę dyskusji na platformach społecznościowych.