Afera ze słynną stępką znajdzie finał w sądzie. Poważne zarzuty za wielomilionowe straty

Do Sądu Okręgowego trafił akt oskarżenia opracowany przez szczecińską Prokuraturę Regionalną, w którym główne role odgrywają dwaj członkowie zarządu Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Sprawa dotyczy niesławnego kontraktu zawartego z MSR Gryfia na wybudowanie promu, który przeszedł do historii dzięki ówczesnemu wicepremierowi Mateuszowi Morawieckiemu ostukującemu słynną stępkę. Według organów ścigania spółka straciła na tej inwestycji miliony złotych. Sami zainteresowani odbijają piłeczkę, tłumacząc, że padli ofiarą poszukiwania kozła ofiarnego.

Napis SHIPYARD na tle stoczniowej infrastruktury. O zarzutach za straty przy budowie promu przeczytasz na Eska Szczecin.
Autor: Grzegorz Kluczyński

Zarzuty dla zarządu PŻB o ogromne straty finansowe

Małgorzata Wojciechowicz, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej, przekazała informacje, że przedstawione zarzuty obejmują okres od 2017 do 2019 roku. W tamtym czasie Polska Żegluga Bałtycka zawarła umowę ze stocznią Gryfia, która miała zająć się projektowaniem, stworzeniem i dostarczeniem nowoczesnej jednostki typu Ro-Pax. Z ustaleń śledczych wynika wprost, że wykonawca nie dysponował odpowiednim zapleczem technicznym ani stabilnością finansową, aby sprostać tak potężnemu przedsięwzięciu.

Prokuratorzy dokładnie podliczyli koszty tej nieudanej inwestycji, z których wynika, że państwowa spółka zanotowała stratę rzędu ponad 8,1 miliona złotych. Na tę kwotę złożyło się między innymi nabycie podstawowego projektu kontraktowego, kupno następnych pakietów technicznych oraz przygotowanie słynnego pierwszego elementu kadłuba, który ostatecznie okazał się bezwartościowy. Kiedy tę stępkę ostatecznie sprzedano na złom za 197 tysięcy złotych, straty z samego tego tytułu przekroczyły pół miliona złotych.

Piotr Redmerski komentuje sprawę i mówi o oszustwach

Na ławie oskarżonych zasiądzie między innymi Piotr Redmerski, czyli obecny prezes Polskiej Żeglugi Bałtyckiej, stojący na czele firmy w latach 2016–2021 i przywrócony na to stanowisko w 2024 roku. W rozmowie z dziennikarzami agencji PAP nie gryzł się w język i bardzo mocno skrytykował poczynania prokuratury w tej sprawie.

Piotr Redmerski uważa całą sytuację za próbę znalezienia winnych dla projektu o charakterze stricte politycznym, którego szanse na realizację od początku były znikome. Zaznaczył wyraźnie, że firma była „oszukiwana przez ministerstwo i przez Gryfię”, a budowana jednostka została wyrejestrowana przez stocznię z Polskiego Rejestru Statków zaledwie po tygodniu, o czym armator nie miał bladego pojęcia. To właśnie ten niezrozumiały krok spowodował, że słynna stępka całkowicie utraciła swoją użyteczność i wartość rynkową.

Szef spółki zapowiedział już teraz, że podczas rozpraw sądowych opowie o „patologiach”, które miały miejsce w dawnym Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Ma zamiar ujawnić naciski, które rzekomo zmuszały władze Polskiej Żeglugi Bałtyckiej do zawarcia porozumienia ze stocznią Gryfia, zamiast sfinalizowania zakupu używanego statku, jaki później pojawił się na wodach Morza Bałtyckiego pod nazwą M/F Cracovia.

Polityczny projekt kampanijny zakończony zezłomowaniem statku

Koncepcja stworzenia nowoczesnego statku dla operatora Polferries stanowiła jeden z kluczowych motywów napędowych ówczesnej kampanii wyborczej. Choć podpisy pod umową złożono w stoczni Gryfia, właściwe roboty zamierzano prowadzić w obiektach należących dawniej do Stoczni Szczecińskiej. Piotr Redmerski wspomina, że zakład stoczniowy gwarantował dostęp do zaufanych podwykonawców gotowych do pracy, a przedstawiciele Skarbu Państwa obiecywali potężne zastrzyki gotówki. Koniec końców z tych wielkich planów nic nie wyszło.

Poprzedni prezes Polskiej Żeglugi Bałtyckiej stracił swoje stanowisko zaledwie dobę po tym, jak oficjalnie zażądał od stoczni Gryfia zwrotu wpłaconych wcześniej pieniędzy. Drugą osobą, która w tej sprawie usłyszała oficjalne prokuratorskie zarzuty, jest dawny członek zarządu odpowiedzialny za inwestycje tonażowe przedsiębiorstwa.

Sonda
Czy Szczecin jest prawdziwie "morskim" miastem?

Sprawa stępki w PŻB trafi na wokandę

Żaden z mężczyzn objętych aktem oskarżenia nie przyznaje się do popełnienia zarzucanych im czynów. Za spowodowanie strat majątkowych w gigantycznych rozmiarach grozi im kara nawet do pięciu lat pozbawienia wolności. Sądowa batalia ma wreszcie dać odpowiedź na pytanie, kto ponosi rzeczywistą winę za upadek wielkiego pomysłu, który miał przynieść odrodzenie polskiego przemysłu stoczniowego, a ostatecznie zamienił się w spektakularną kompromitację.

Chrzest promu Jantar Unity