Martwa rysica w rzece Kokna na Pomorzu Zachodnim
W piątek, 7 sierpnia 2026 roku, przedstawiciele Zachodniopomorskiego Towarzystwa Przyrodniczego otrzymali pilne wezwanie. W wodach rzeki Kokna w okolicach Złocieńca zauważono dryfujące zwłoki rysia, a wstępne raporty od razu sugerowały celowe działanie człowieka. Na miejsce błyskawicznie wyruszyła specjalna ekipa interwencyjna ZTP, której towarzyszył Komendant Straży Leśnej z Nadleśnictwa Złocieniec. Jak przekazano na profilu "Powrót rysia do północnej Polski": „Już pierwsza informacja, którą usłyszał nasz pracownik terenowy nie pozostawiała złudzeń, że mamy do czynienia z nienaturalną śmiercią zwierzęcia”.
Do działań w terenie zaangażowano również śledczych z Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Powiatowej Policji w Drawsku Pomorskim, którzy zabezpieczyli ślady na miejscu makabrycznego znaleziska. W wywiadzie dla stacji TVN24 Monika Barcicka z miejscowej jednostki policji przekazała szczegóły interwencji: „Zgłoszenie otrzymaliśmy od leśników. Truchło zostało zabezpieczone przez Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze w Mirosławcu w celu wykonania sekcji zwierzęcia”.
Ślady po kuli i celowe zacieranie dowodów przez kłusownika
Dalsze oględziny przyniosły wstrząsające rezultaty, gdy eksperci przy pomocy wykrywacza metali zlokalizowali ranę wlotową i metalowe odłamki w ciele drapieżnika. Prawdopodobnie kłusownik zabił zwierzę w innej lokalizacji, a następnie pozbył się truchła w rzece, aby zatrzeć za sobą ślady. Obszar, w którym porzucono rysicę, znajduje się idealnie na linii podziału dwóch obwodów łowieckich, co mogło być celowym zabiegiem mającym opóźnić śledztwo. Maciej Tracz z Zachodniopomorskiego Towarzystwa Przyrodniczego w rozmowie z TVN24 opisał sytuację następująco:
„Wygląda to tak, że martwy ryś został zabrany z miejsca, w którym padł strzał i wrzucony do rzeki tuż przy granicy dwóch obwodów łowieckich. Koledzy znaleźli wyraźną ranę postrzałową i wyjęli fragmenty pocisku. Policja zabezpieczyła te fragmenty. W takiej sytuacji jest już ewidentny dowód na to, że człowiek uczestniczył w zabiciu tego zwierzęcia, więc sprawą zajmie się prokurator”.
Polecany artykuł:
Niepewny los młodych rysi z zachodniopomorskich lasów
Ciało wyłowione z wody znajdowało się w stanie rozkładu, co uniemożliwiło natychmiastowe ustalenie, czy samica w momencie śmierci karmiła potomstwo. Ponieważ w tym okresie dorosłe osobniki zazwyczaj zajmują się już odchowywaniem młodych, w naturalnym środowisku prawdopodobnie ukrywają się bezbronne kocięta skazane na głód i pewną śmierć.
Organizacja ZTP wystosowała w tej sprawie dramatyczny komunikat:
„Jeżeli wychowywała młode, gdzieś w lesie mogły pozostać małe rysie, które czekały na jej powrót. Nie rozumieją, dlaczego matka nie wraca. Bez niej nie mają praktycznie żadnych szans na przeżycie”.
Zabicie tego konkretnego drapieżnika to podwójna tragedia, ponieważ samica przyszła na świat już na wolności i stanowiła żywy dowód powodzenia akcji reintrodukcji.
Przedstawiciel ZTP, Maciej Tracz, w wypowiedzi dla TVN24 podkreślił brutalność tej sytuacji:
„Na dodatek była to kotka, prawdopodobnie mająca młode. To najgorsze, co mogło się wydarzyć. To było już dzikie zwierzę, które było efektem projektu przywracania populacji rysia w Polsce. Projekt prowadzimy od 2020 roku”.
Reakcja Polskiego Związku Łowieckiego po śmierci rysicy
Szacuje się, że w polskich lasach żyje zaledwie około 200 rysi, z czego każdy osobnik jest chroniony i ma kluczowe znaczenie dla przetrwania gatunku. Strata tej samicy to potężny cios dla specjalistów, którzy od lat odbudowują populację w północnych regionach kraju. Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze oświadczyło stanowczo:
„Dla wielu osób to tylko jedno zwierzę. Dla nas to efekt wieloletniej pracy wielu ludzi. Godzin spędzonych w terenie. Monitoringów. Telemetrii. Ratowania rannych zwierząt. Edukacji. Walki o odbudowę gatunku, który niemal zniknął z północnej Polski”.
Sprawa odbiła się szerokim echem. Polski Związek Łowiecki opublikował oficjalne oświadczenie potępiając ten bestialski akt i zadeklarował pełne wsparcie w ustaleniu tożsamości osoby odpowiedzialnej za ten czyn.
W wydanym komunikacie czytamy:
„Myśliwi sprzeciwiają się bezprawnemu zabijaniu zwierząt objętych ochroną. [...] każdy osobnik gatunku chronionego ma znaczenie, a jego bezprawne zabicie jest działaniem sprzecznym z ideą ochrony przyrody”.
Poszukiwania sprawcy kłusownictwa trwają. To już 11. martwy ryś
Od momentu uruchomienia programu przywracania rysi do polskich lasów, jest to już jedenasty drapieżnik, który padł ofiarą nielegalnego odstrzału. Działacze pobrali materiał genetyczny z martwego zwierzęcia, co ułatwi precyzyjne zidentyfikowanie samicy oraz ocenę jej znaczenia dla całego stada. Przedstawiciele ZTP opublikowali pełen emocji wpis:
„Ktoś spojrzał przez przyrządy celownicze. Ktoś podjął decyzję. Ktoś nacisnął spust. A potem próbował sprawić, by ta historia na zawsze zniknęła w nurcie rzeki. Nie zniknie”.
Zachodniopomorscy przyrodnicy podkreślają, że sprawca nie uniknie odpowiedzialności za swoje postępowanie:
„Jeżeli ktoś myśli, że wraz z oddanym strzałem wszystko się skończyło, jest w błędzie. To dopiero początek”.
Policjanci z Drawska Pomorskiego pilnie apelują do wszystkich świadków o kontakt z najbliższą komendą, gwarantując anonimowość osobom posiadającym wiedzę na temat tego przestępstwa.