Kryzys w polskim transporcie. Przedsiębiorcy błagają o ratunek przed upadkiem. "Idziemy na dno"

2026-03-10 12:12

Branża transportowa w Polsce przeżywa prawdziwy kryzys. Gigantyczny skok cen paliw w obrocie hurtowym, osiągający niemal 30 procent w zaledwie parę dni, spycha liczne przedsiębiorstwa na krawędź finansowej przepaści. Właściciele firm mówią o celowym zawyżaniu stawek i porównują obecny stan do pierwszych dni konfliktu w Ukrainie. Sektor transportowy domaga się pilnej interwencji państwa w celu zamrożenia kosztów paliwa.

Przewoźnicy w rozpaczy. Idziemy na dno

i

Autor: Grzegorz Kluczyński/ Pixabay.com

Gwałtowny wzrost kosztów paliwa dusi polski transport

Po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie, od 2 do 5 marca ceny paliw w sektorze hurtowym wzrosły o około 30 procent. Podobny szok cenowy odnotowano poprzednio tylko w 2022 roku, w momencie rozpoczęcia działań wojennych za naszą wschodnią granicą.

- Nie ma szans, by przewoźnicy drogowi, ale także inny przedsiębiorcy działający w oparciu o konieczność zakupu dużej ilości paliwa z dnia na dzień wpisali sobie w koszty taki wzrost cen surowca bez straty dla działalności operacyjnej. Miałem w ostatnich dniach okazję rozmawiać z grupą przewoźników drogowych. Pojawiają się tam same katastroficzne myśli. Jeżeli ten wzrost cen się utrzyma dla wielu firm to będzie ewidentne widmo nawet upadłości – alarmuje Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

Przedsiębiorcy podejrzewają rynkowe spekulacje paliwami

Właściciele firm transportowych wyrażają stanowczy sprzeciw wobec tak drastycznych podwyżek. Zwracają uwagę na fakt, że obecnie dystrybuowane paliwo pochodzi z partii zakupionych znacznie taniej.

- Skoro mamy zapasy surowca, skoro nie ma zagrożeń dla jego transportu, to dlaczego ceny rosną już tak szybko? Czemu podnoszone są ceny hurtowe, gdy sprzedawany jest jeszcze surowiec nie kupowany po wyższych cenach. Czy to nie działanie spekulacyjne? – pyta retorycznie Dariusz Matulewicz.

Firmy transportowe oczekują zdecydowanej reakcji państwa

Skala problemu zmusza organizacje zrzeszające przedsiębiorców do stanowczych działań. Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych wspólnie z Północną Izbą Gospodarczą planują w nadchodzącym tygodniu wystąpić do władz z oficjalnym wezwaniem do unormowania sytuacji na rynku paliw.

- Dla przewoźników drogowych to jest droga do katastrofy. Apelujemy o rozsądek do naszego największego producenta. Będziemy apelować do rządu o interwencję. Sytuacja jest dramatyczna, a kontynuacja trendu z mijającego tygodnia powoduje, że wiele firm „zjeżdża” poniżej progu rentowności i będzie wykazywać straty. Będziemy więc jeździć po Polsce i Europie, by wozić towary, wiedząc, że to robimy generując straty – dodaje Matulewicz.

Druzgocące kalkulacje zwiastują masowe zamknięcia firm transportowych

Przedstawiciele branży z Pomorza Zachodniego nie ukrywają powagi sytuacji, przedstawiając konkretne liczby, które świadczą o nadchodzącym załamaniu.

- Czarna rozpacz to jedyny zwrot jaki przychodzi mi do głowy. Mamy płacić i płakać. Nie ma innego wyjścia. Albo strata, albo unieruchamianie samochodów i zawieszanie umów z klientami, a te zawierane są zwykle na kilka miesięcy – mówi Krzysztof Majewicz, właściciel firmy MacSped.

To nie koniec dramatycznych głosów z branży.

- Cena w hurcie na początku tygodnia wynosiła 4,89 za litr, a teraz wynosi 6,15, a zaraz będzie jeszcze więcej. 30 procent w 3 dni. Jak to kalkulować? Przewoźnikom drogowym grozi po prostu fala bankructw – dodaje przedsiębiorca.

Swoich obaw nie ukrywa również Krzysztof Tas, szef przedsiębiorstwa BFC.

- To dobijanie nas. Zmiana ceny wynosi ze 140 złotych na 100 kilometrach do 185 złotych. To jest dobijanie nawet transportu krajowego, nie mówiąc już o tym jak gigantycznie wzrosną koszty międzynarodowe. Mamy poziom rentowności na poziomie około 3%, a wzrost to 30%. Od marca więc większość przewoźników drogowych leci na stratach. Jest to dla nas sytuacja dramatyczna – mówi Krzysztof Tas.

Przewoźnicy wskazują na trudności z przeniesieniem wyższych kosztów na klientów.

- Nie jesteśmy w stanie tego wyrównać podwyżkami cen, bo kontrakty zawierane są na miesiące do przodu, a firmy nie widzą jeszcze przestrzeni do negocjacji kontraktów – dodaje Tas.

Dalsze losy ogromnej części polskich przedsiębiorstw transportowych są teraz uzależnione od tego, czy władze odpowiedzą na to rozpaczliwe wezwanie i powstrzymają galopujące koszty tankowania. Informacje przekazała Północna Izba Gospodarcza z siedzibą w Szczecinie.

Źródło: Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie

Sonda
Preferujesz auta z silnikiem benzynowym czy z silnikiem diesla?
Benzyna w Lubieszynie już nie taka tania