Sytuacja w branży transportowej stała się krytyczna. W ciągu zaledwie jednego miesiąca koszty oleju napędowego wzrosły o połowę. Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych, wspólnie z innymi organizacjami z całego kraju, skierowało w tej sprawie petycję do premiera.
To jest przepaść. Koszt przejechania 100 kilometrów wzrósł o blisko 100 złotych. Przy średniej marży na poziomie 2%, branża po prostu nie jest w stanie udźwignąć tak gigantycznej podwyżki cen paliwa hurtowego - podkreśla Dariusz Matulewicz z Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.
Przewoźnicy zaproponowali konkretne rozwiązania:
- Wprowadzenie dedykowanej tarczy paliwowej
- Zwrot części akcyzy dla transportu zawodowego
- Interwencja w ceny hurtowe, które uderzają w firmy mocniej niż ceny na pylonach stacji benzynowych
Mimo że dla Polaków ceny są rekordowe, dla mieszkańców przygranicznych niemieckich miejscowości paliwo w Polsce wciąż pozostaje „okazją”. W Lubieszynie paliwo jest tańsze nawet o 40 centów na litrze niż w Niemczech.
Obecnie za litr paliwa w Niemczech trzeba zapłacić od 2,15 € do nawet 2,30 €. Na polskich stacjach cena oscyluje w granicach 1,70 €. To sprawia, że do Polski przyjeżdżają nie tylko mieszkańcy pobliskiego Pasewalku, ale i odległego Waren.
Przygraniczny paradoks cenowy
Choć paliwo w Polsce jest tańsze dla Niemców, mieszkańcy przygranicznych miejscowości, takich jak Lubieszyn, muszą mierzyć się z lokalną drożyzną. Stacje położone bezpośrednio przy granicy utrzymują wyższe ceny niż te w centrum Szczecina, wykorzystując ogromny popyt ze strony zachodnich sąsiadów.
Obecnie branża czeka na reakcję rządu. Bez systemowego wsparcia, polski transport - mimo oblężenia stacji przez turystów paliwowych - może wkrótce stanąć w miejscu.