Ranny wilk konał godzinami pod Czaplinkiem. Policja pilnowała, weterynarza nie było

2026-01-21 8:06

Potrącony wilk z paraliżem tylnych kończyn przez wiele godzin leżał nocą przy drodze koło Czaplinka w województwie zachodniopomorskim. Policja zabezpieczała miejsce, ale – jak relacjonuje ekspertka – brak dostępnego weterynarza i niejasne procedury uniemożliwiły szybką pomoc.

Wilk - zima

i

Autor: pixabay/ CC0 4.0

Potrącony wilk leżał przy drodze nocą. Policja była na miejscu, weterynarza brak

W okolicach Czaplinka (woj. zachodniopomorskie) młody wilk, potrącony przez samochód, przez wiele godzin leżał nocą na poboczu drogi w temperaturze około -12 st. C. Policja była na miejscu i - jak wynika z relacji - zabezpieczała zwierzę, jednak na miejscu zabrakło weterynarza, co mocno utrudniło szybką reakcję.

O zdarzeniu poinformowała dr hab. Sabina Nowak, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, badaczka i ekspertka od ochrony wilków. Jak przekazała, zwierzę objęte w Polsce ścisłą ochroną, miało ciężkie obrażenia, a z dokumentacji wideo wynikać miało m.in. złamanie kręgosłupa i całkowity paraliż tylnych kończyn.

- Jest godz. 1:20 w nocy. Od dwóch godzin próbuję z policjantami z Czaplinka pomóc młodemu wilkowi potrąconemu przez samochód. Wilk ma złamany kręgosłup i totalnie bezwładne tylne kończyny – napisała prof. Nowak w mailu przesłanym do redakcji.

Według jej relacji filmy nagrane przez policjantów skonsultowano z lekarzem weterynarii z Bielska-Białej.

-Nie da się go uratować. Ale nie można też go uśmiercić, bo żaden lekarz weterynarii z Czaplinka nie odbiera telefonu i nie wiadomo, z kim gmina Czaplinek ma podpisaną umowę - podkreśliła.

Powiatowy Lekarz Weterynarii w Drawsku Pomorskim Tadeusz Klima miał wskazywać, iż sprawa nie leży w jego kompetencjach, ponieważ nie otrzymał od gminy informacji o umowie z lekarzem weterynarii.

- Wilk czołga się po poboczu przy minus 12 stopniach, a patrol policji go pilnuje, bo taki dostał rozkaz - dodała.

Po otrzymaniu informacji PAP próbował interweniować. Powiatowy Lekarz Weterynarii w Drawsku Pomorskim Tadeusz Klima zakwestionował jednoznaczność diagnozy stawianej przez osobę z organizacji zajmującej się ochroną wilków. „Być może ten wilk jest do wyleczenia” – stwierdził, podkreślając, że zgłaszająca „nie jest weterynarzem”. Dopytywany o wskazanie lekarza, który miałby pojechać na miejsce, odpowiedział: „Ja znam swoje kompetencje i wiem, kto od czego jest”, po czym zakończył rozmowę.

Policjanci mieli być jedyną służbą pozostającą na miejscu zdarzenia. Dyżurny policji podkreślał, że w przypadku zwierzęcia objętego ścisłą ochroną na miejsce powinien przyjechać lekarz weterynarii, który oceni, czy nadaje się do leczenia. Funkcjonariusze nie mają kompetencji do oceny stanu zwierzęcia ani do podejmowania decyzji o skróceniu jego cierpienia.

W działania miała włączyć się też straż pożarna w Drawsku Pomorskim, przekazując numery do weterynarzy z okolicy.

- Powinienem wykonać jeden albo dwa telefony i ta sprawa powinna się skończyć. Tak jest z żubrami - dzwonimy i przyjeżdżają. A tu - nic- mówił dyżurny straży pożarnej.

Z nocnych rozmów wyłania się obraz braku jasnych procedur w sytuacjach nocnych dotyczących dzikich zwierząt objętych ochroną gatunkową. Do momentu zakończenia rozmów nie było jasne, czy któremuś z lekarzy udało się dotrzeć na miejsce przed świtem i czy wilk otrzymał pomoc.

Szczecin Radio ESKA Google News
Prom Jantar Unity zacumował w Szczecinie