Spis treści
Polskie lodołamacze znów w akcji
O godzinie 8 rano z bazy w Szczecinie–Podjuchach wypłynęły cztery jednostki: "Dzik", "Ocelot", "Andrzej" i "Odyniec". To one jako pierwsze zaczęły torować drogę na jeziorze Dąbie i w górę Regalicy w stronę Gryfina.
– W najbliższym czasie utrzyma się odwilż, która zapewni warunki do skutecznego kruszenia lodu – wyjaśnia w rozmowie z Radiem ESKA Marek Synowiecki z Wód Polskich.
Polecany artykuł:
Plan zakłada stworzenie tzw. rynny lodowej, która pozwoli na bezpieczne spływanie pokruszonego lodu w dół rzeki. To kluczowe, by uniknąć zatorów i groźnych spiętrzeń.
Niski stan wody może utrudnić działania
Choć warunki pogodowe sprzyjają, nie wszędzie będzie łatwo. Na niektórych odcinkach Odry poziom wody jest wyjątkowo niski.
– Niestety tam utrudnienia będą ze względu na niski stan wody i na te spiętrzenia – mówi Bogdan Dudar, szef bazy lodołamaczy w Szczecinie–Podjuchach.
Mimo to załogi pracują pełną parą. Dzisiejsze działania potrwają do godziny 15:00.
Niemcy dołączają do akcji
W środę, 11 lutego, na Odrę Graniczną wejdą również trzy niemieckie lodołamacze. Wspólne polsko‑niemieckie akcje prowadzone są od lat i obejmują około 180 km Odry, aż do ujścia Nysy Łużyckiej.
W szczecińskiej bazie RZGW stacjonuje osiem lodołamaczy, z czego siedem bierze udział w zimowych działaniach. Najmocniejszy z nich – „Stanisław” – o mocy 1599 KM, pozostaje dziś w rezerwie, gotowy do wejścia do akcji, jeśli sytuacja się pogorszy.
Dlaczego lodołamanie jest tak ważne?
Kruszenie lodu prowadzi się w czasie odwilży, aby uniknąć groźnych zatorów, które mogą doprowadzić do powodzi. To także sposób na utrzymanie żeglowności Odry.
Koszty takich akcji wahają się od 2 do 4 mln zł rocznie, ale – jak podkreślają Wody Polskie – bezpieczeństwo mieszkańców i infrastruktury jest bezcenne.